sobota, 22 października 2016

Jeszcze Raz



Marzę o cof­nięciu cza­su. Chciałbym wrócić na pew­ne roz­sta­je dróg w swoim życiu, jeszcze raz przeczy­tać uważnie na­pisy na dro­gow­ska­zach i pójść w in­nym kierunku. 

                                                                                                            
Janusz Leon Wiśniewski

Rozdział I

Przypadek Fentza                                                                

                                                                                                  "Jeszcze raz zabierz mnie do łzy.
                                                                                                   Jeszcze raz powiedz, że nic się nie liczy."

                                                                                                                              Patrycja Markowska


        Czas. Właśnie upływa. I choć jesteśmy jego częścią, nie odczuwamy tego. Obojętna jest nam mijana nanosekunda czy najbliższy kwadrans. Dopiero spiesząc się na lekcje, pociąg, do fryzjera czy kosmetyczki dostrzegamy czym jest czas. Upływającą chwilą. Czy tego chcemy czy nie, ona minie. Minie i przepadnie bezpowrotnie na rzecz innej - nowej, niekoniecznie lepszej. Życie płata nam figle od samego momentu pojawienia się na świat. Plącze nam ścieżki, podkłada nogi, psuje najznakomitsze plany. Mnie los stworzył największy żart jaki mógł, zdecydowanie najbardziej bezlitosny i najbardziej... głupi. Nie jestem zwykłą dziewczyną. Gdybym chciała znaleźć w sobie coś zwykłego musiałabym rozłożyć siebie na czynniki pierwsze (dosłownie) i pokazać swoje wnętrzności aby udowodnić, że nie jestem duchem. Ponoć każdy z nas składa się z ducha, ale nie każdy z nas robi to co ja. A to co mogę robić jest moją udręką. Przekleństwem. Koszmarem. Podróżą. Koszmarną podróżą.
W sumie patrząc na mnie widzisz przeciętną nastolatkę. Typową "tumblr girl" z całym pakietem, łącznie z zasłanianiem ryja... ekhmm.. to znaczy twarzy. Tak, twarzy. No i razem z podwiniętymi nogawkami u spodni, bluzami ze zdecydowanie za długimi rękawami, gumą do żucia w buzi i czapce addidas na głowie. Czapkę z Nike posiałam na ostatnim obozie zimowym. Ludzie wokół śmiali się ze mnie, że przy temperaturze -15 z premedytacją noszę dżokejkę zamiast ciepłej zimowej czapki z pomponem. Co za bałwany. Nie wiedzą, że moda nie zna granic? Urodziłam się w 1997 roku, nie ma w tym chyba nic dziwnego. W sumie to jedyna rzecz, która jest we mnie zwykła. Od 1997 roku przeżyłam moje dzieciństwo aż 3 razy. A moje dzieciństwo było jedną wielką tragedią. Szczególnie to pierwsze. Tak, podróżuję w czasie. Jestem przypadkiem Fentza. Automovem. Automatyczne przenoszenie się w przeszłość lub przyszłość. Jednak nie jest one zależne od mojej woli. Przenoszę się w czasie tylko cztery w moim życiu. Trzy razy, kiedy kończę 18 lat, przenoszę się do dnia moich narodzin. Następnie, jednorazowo przenoszę się w wieku 25 lat do wieku 33 lat i kończąc 37 lat zostaję babcią, ponieważ staję się wówczas 75-latką. Transformacja zachodzi zawsze we śnie. Wiele razy starałam się to powstrzymać robiąc strajk przeciwko snu i w rezultacie nie śpiąc ponad 48 godzin. Wiadome było, że w końcu kiedyś pękałam i zasypiając w pozycji półsiedzącej, budziłam się już jako noworodek. Tego właściwie nie pamiętam. Jest jednak pewne światełko w tunelu, moment kiedy uświadamiasz sobie, że już nie jesteś dorosły. Tracisz te 18 lat. Mimo, że jesteś bobasem, które nie powinno mieć świadomości o niczym, Ty czujesz, gdzieś w podświadomości, że nie jesteś już tym, kim byłeś jeszcze przed paroma godzinami zamykając oczy w zmęczeniu. Nie jestem jedynym automovem. Jest nas wielu. Może to być Twoja, siostra, brat, dziadek, przyjaciel, pani ze sklepu, nauczyciel, a nawet ksiądz czy ktokolwiek inny. Kończąc 25 lat każdy z automovów staje się dorosłym promotorem przenoszenia się w czasie. Zostaje wówczas obdarzony darem teleportacji, którą może wykorzystać tylko 3 razy w swoim pokręconym życiu. Tak właściwie to czemu to zawsze muszą być 3 razy a nie na przykład siedem?! Pieprzone 3 razy. "Do trzech razy sztuka!", "za trzecim razem się uda!". Mhm. To chore. Liczba 3 jest przeklęta. Zdecydowanie.
Nikt o nas nie wie. Dla każdego zwykłego człowieka bowiem niedostrzegalne jest to co robimy. Dla nich czas jest stały i niezmienny. Jedyne co czują zwykli ludzie to upływający czas. To znaczy... my też go czujemy. Jednak w zupełnie inny, oryginalny sposób. W naszych żyłach płynie czas. Czas jest naszą domeną. I dzięki czasowi jesteśmy niepowtarzalni. Mimo, że każdy z automovów jest zobowiązany dotrzymać tajemnicy o naszym istnieniu, pewnego razu doszło do niecodziennego incydentu. W 1950 r. w Nowym Jorku nastąpił tragiczny wypadek. Mężczyzna znany jako Rudolph Fentz został potrącony przez samochód. Wskutek poniesionych obrażeń, zmarł. Nie byłoby w tym nic dziwnego, a o fatalnym zdarzeniu wszyscy pewnie szybko by zapomnieli, gdyby nie jeden szczegół. Fentz odziany był w rzeczy, których już od dawna się nie nosiło. Jego ubiór typowy był dla ludzi żyjących z XIX wieku. Skąd jegomość, który przechadzał się ulicami nowojorskiej metropolii, miał na sobie odzież pochodzącą z minionego wieku? Czy był miłośnikiem stylu retro? Dla wielu osób odpowiedź jest tylko jedna - Fentz był podróżnikiem w czasie. Dowodem na prawdziwość tego twierdzenia miało być przeprowadzone potem śledztwo. Ujawnione w jego trakcie szczegóły okazały się zaskakujące.Wielu ludzi uwierzyło w tamten przypadek i zaczęło poważnie się zastanawiać nad podróżami w czasie. Jednak na zastanawianiu się skończyło. Zwykły człowiek nie jest w stanie pojąć pojęcia czasoprzestrzeni i podróży w czasie. Ja nie jestem zwykła. I choć odkąd pamiętam wmawiam sobie, że jest inaczej, nic nie jest w stanie zagłuszyć faktu, że jestem automovem. Hahah, moja przyjaciółka Jane zawsze śmieje się z tej nazwy i przekręca ją, mówiąc na mnie "atomówka". Tak, jestem jednym z niewielu automovów, który nie dotrzymał tajemnicy, którą nałożyła na nas Wielka Rada Przysięgłych. Wielka Rada Przysięgłych złożona jest z najstarszych automovów - protoplastów naszej rasy. To oni decydują o tym, kto zostaje automovem i dopilnowuje tego aby każdy z nas został wprowadzony do świata czasoprzestrzeni stopniowo. Przysięgli mają największą władzę wobec automovów, a zwłaszcza jeden członek rady - Wielki Wu (skrót od Wiekopomny), na którego za jego plecami mówimy Wuwu. Wuwu jest naszym wodzem, królem, najwyższym zwierzchnikiem, który ma prawo nas ukarać za nieposłuszeństwa, z których najczęstszym jest niedochowanie tajemnicy automovów, ale dopiero wtedy, gdy stajemy się dorosłymi promotorami. Wtedy, patrząc na całe nasze dotychczasowe życie, zważając na całokształt naszego zachowania dokonuje się oficjalnego osądu. Każdy z nas musi to przejść. Następuję to zawsze w noc zmiany czasu z letniego na zimowy. Wówczas podczas tej jednej godziny, która dla zwykłych ludzi przestawiających zegarek jest niezauważalna, my, wszyscy automovowie spotykamy się na Wielkim Procesie Rady Przysięgłych. Jest to pewien rodzaj oczyszczenia. Każdy z nas jest wówczas przezroczysty, można z nas wyczytać praktycznie wszystko. Wysysają z nas duszę i oddają z powrotem. Wszystko po to by się dowiedzieć, który z nas jest winny.
Bardzo obawiam się Wielkiego Procesu. Spodziewam się co mnie może czekać. Kary Rady Przysięgłych są wymyślne i skomplikowane. Często wywracają życie do góry nogami. Jakby nie było już totalnie wywrócone... Ale ja musiałam komuś powiedzieć. Jane ufam najbardziej ze wszystkich, to ona nie zostawiła mnie w potrzebie, gdy przechodziłam wszystkie moje załamania nerwowe. To na nią mogłam liczyć zawsze. A móc liczyć na kogoś zawsze do bardzo wiele. Jeśli nie najwięcej.

poniedziałek, 3 października 2016

~ O moim największym marzeniu.

03.10.2016r.
(poniedziałek)
                                                                      

                                             Hej :)


Dziś będzie mało autodestrukcyjnie, ponieważ od samego rana (no dobra, nie od takiego "samego", 11:00 to już raczej prawie południe) chodzę z zębami na wierzchu, śmieję się ludziom prosto w twarz i drwię z obecnej deszczowej pogody. Zastanawiacie się pewnie co jest powodem tego niecodziennego entuzjazmu. Otóż dziś przed południem zespół Coldplay ogłosił swoją trasę koncertową "A Head Full Of Dreams Tour" i uwzględnił w nim datę koncertu w Warszawie!!! Na PGE Stadionie Narodowym!!! 18. czerwca 2017 roku!!! W niedzielę!!! Piękną czerwcową niedzielę!!! Jaram się jak Joanna D'arc na stosie, jaaaaaaaaak ognisko u harcerzy, jak pochodnia w prehistorycznej jaskini! Ach, ach, ach! Jaka jestem teraz szczęśliwa! Czekałam na ten moment prawie 5 lat! *-* Wreszcie moje największe marzenie ma szansę się spełnić.
Tak, jak pewnie zauważyliście - jestem fanatyczką tego brytyjskiego zespołu rockowego.
Wiem o nich prawie wszystko, dlatego przybliżę Wam jego sylwetkę.

Coldplay – brytyjski zespół muzyczny, grający muzykę rockową, założony przez wokalistę Chrisa Martina i gitarzystę Jonny'ego Bucklanda w 1996 roku na University College London jako Pectoralz. Po dołączeniu do składu basisty Guya Berrymana, grupa zmieniła swoją nazwę na Starfish, a w 1998 roku – na Coldplay. Przedtem, do składu zespołu dołączył perkusista i multiinstrumentalista Will Champion oraz menadżer Phil Harvey. Niedługo potem ukazał się debiutancki mini-album zespołu – Safety, a rok później – EP-ki Brothers & Sisters oraz The Blue Room, będącą pierwszą mini-płytą wydaną pod szyldem wytwórni Parlophone. Międzynarodową rozpoznawalność przyniosło zespołowi wydanie singla „Yellow” w 2000 roku, zapowiadający debiutancki album grupy pt. Parachutes, który otrzymał nominację do nagrody Mercury Prize. Druga płyta, A Rush of Blood to the Head z 2002 roku, zdobyła wiele wyróżnień muzycznych, w tym tytuł „Albumu Roku” według magazynu New Musical Express (NME) oraz „Najlepszej płyty wszech czasów” według słuchaczy BBC Radio 2. W 2005 roku premierę miał trzeci album zespołu – X&Y, który został najczęściej kupowanym krążkiem roku. Trzy lata później premierę miał czwarty krążek formacji, Viva la Vida or Death and All His Friends, który zdobył Nagrodę Grammy podczas 51. ceremonii w kategorii „Najlepszy rockowy album” oraz nominację do statuetki w kategorii „Album roku”. W październiku 2011 roku ukazało się piąte wydawnictwo od Coldplay pt. Mylo Xyloto, które zajęło pierwsze miejsce na liście najchętniej kupowanych płyt w 34 krajach, a w Wielkiej Brytanii zostało najchętniej kupowanym albumem rockowym roku. W maju 2014 roku wydany został szósty album zespołu pt. Ghost Stories.
Coldplay zdobył mnóstwo nagród w swojej karierze, m.in. osiem statuetek Brit Awards (w tym trzy za wygraną w kategorii „Najlepszy brytyjski zespół”), pięć wyróżnień na ceremonii MTV Video Music Awards oraz siedem Nagród Grammy. Od początku działalności, grupa sprzedała ponad 55 milionów płyt oraz angażowała się w wiele akcji charytatywnych, takich jak Live 8, Hope for Haiti Now: A Global Benefit for Earthquake Relief, Sound Relief czy Sport Relief.



Ponadto na tym koncercie spotkam moją ibf (internetową przyjaciółkę), a więc będzie to spełnienie dwóch marzeń w jednym. <3 Czy można chcieć czegoś więcej? A więc nie pozostaje nic innego jak odliczać dni do tego cudownego wydarzenia! MARZENIA SIĘ NIE SPEŁNIAJĄ, MARZENIA SIĘ SPEŁNIA. /Autodestrukcyjna Dziewczynka

© Halucynowaa | WS | X X X