Marzę o cofnięciu czasu. Chciałbym wrócić na pewne rozstaje dróg w swoim życiu, jeszcze raz przeczytać uważnie napisy na drogowskazach i pójść w innym kierunku.
Janusz Leon Wiśniewski
Rozdział I
Przypadek Fentza
"Jeszcze raz zabierz mnie do łzy.Jeszcze raz powiedz, że nic się nie liczy."
Patrycja Markowska
Czas. Właśnie upływa. I choć jesteśmy jego częścią, nie odczuwamy tego. Obojętna jest nam mijana nanosekunda czy najbliższy kwadrans. Dopiero spiesząc się na lekcje, pociąg, do fryzjera czy kosmetyczki dostrzegamy czym jest czas. Upływającą chwilą. Czy tego chcemy czy nie, ona minie. Minie i przepadnie bezpowrotnie na rzecz innej - nowej, niekoniecznie lepszej. Życie płata nam figle od samego momentu pojawienia się na świat. Plącze nam ścieżki, podkłada nogi, psuje najznakomitsze plany. Mnie los stworzył największy żart jaki mógł, zdecydowanie najbardziej bezlitosny i najbardziej... głupi. Nie jestem zwykłą dziewczyną. Gdybym chciała znaleźć w sobie coś zwykłego musiałabym rozłożyć siebie na czynniki pierwsze (dosłownie) i pokazać swoje wnętrzności aby udowodnić, że nie jestem duchem. Ponoć każdy z nas składa się z ducha, ale nie każdy z nas robi to co ja. A to co mogę robić jest moją udręką. Przekleństwem. Koszmarem. Podróżą. Koszmarną podróżą.
W sumie patrząc na mnie widzisz przeciętną nastolatkę. Typową "tumblr girl" z całym pakietem, łącznie z zasłanianiem ryja... ekhmm.. to znaczy twarzy. Tak, twarzy. No i razem z podwiniętymi nogawkami u spodni, bluzami ze zdecydowanie za długimi rękawami, gumą do żucia w buzi i czapce addidas na głowie. Czapkę z Nike posiałam na ostatnim obozie zimowym. Ludzie wokół śmiali się ze mnie, że przy temperaturze -15 z premedytacją noszę dżokejkę zamiast ciepłej zimowej czapki z pomponem. Co za bałwany. Nie wiedzą, że moda nie zna granic? Urodziłam się w 1997 roku, nie ma w tym chyba nic dziwnego. W sumie to jedyna rzecz, która jest we mnie zwykła. Od 1997 roku przeżyłam moje dzieciństwo aż 3 razy. A moje dzieciństwo było jedną wielką tragedią. Szczególnie to pierwsze. Tak, podróżuję w czasie. Jestem przypadkiem Fentza. Automovem. Automatyczne przenoszenie się w przeszłość lub przyszłość. Jednak nie jest one zależne od mojej woli. Przenoszę się w czasie tylko cztery w moim życiu. Trzy razy, kiedy kończę 18 lat, przenoszę się do dnia moich narodzin. Następnie, jednorazowo przenoszę się w wieku 25 lat do wieku 33 lat i kończąc 37 lat zostaję babcią, ponieważ staję się wówczas 75-latką. Transformacja zachodzi zawsze we śnie. Wiele razy starałam się to powstrzymać robiąc strajk przeciwko snu i w rezultacie nie śpiąc ponad 48 godzin. Wiadome było, że w końcu kiedyś pękałam i zasypiając w pozycji półsiedzącej, budziłam się już jako noworodek. Tego właściwie nie pamiętam. Jest jednak pewne światełko w tunelu, moment kiedy uświadamiasz sobie, że już nie jesteś dorosły. Tracisz te 18 lat. Mimo, że jesteś bobasem, które nie powinno mieć świadomości o niczym, Ty czujesz, gdzieś w podświadomości, że nie jesteś już tym, kim byłeś jeszcze przed paroma godzinami zamykając oczy w zmęczeniu. Nie jestem jedynym automovem. Jest nas wielu. Może to być Twoja, siostra, brat, dziadek, przyjaciel, pani ze sklepu, nauczyciel, a nawet ksiądz czy ktokolwiek inny. Kończąc 25 lat każdy z automovów staje się dorosłym promotorem przenoszenia się w czasie. Zostaje wówczas obdarzony darem teleportacji, którą może wykorzystać tylko 3 razy w swoim pokręconym życiu. Tak właściwie to czemu to zawsze muszą być 3 razy a nie na przykład siedem?! Pieprzone 3 razy. "Do trzech razy sztuka!", "za trzecim razem się uda!". Mhm. To chore. Liczba 3 jest przeklęta. Zdecydowanie.
Nikt o nas nie wie. Dla każdego zwykłego człowieka bowiem niedostrzegalne jest to co robimy. Dla nich czas jest stały i niezmienny. Jedyne co czują zwykli ludzie to upływający czas. To znaczy... my też go czujemy. Jednak w zupełnie inny, oryginalny sposób. W naszych żyłach płynie czas. Czas jest naszą domeną. I dzięki czasowi jesteśmy niepowtarzalni. Mimo, że każdy z automovów jest zobowiązany dotrzymać tajemnicy o naszym istnieniu, pewnego razu doszło do niecodziennego incydentu. W 1950 r. w Nowym Jorku nastąpił tragiczny wypadek. Mężczyzna znany jako Rudolph Fentz został potrącony przez samochód. Wskutek poniesionych obrażeń, zmarł. Nie byłoby w tym nic dziwnego, a o fatalnym zdarzeniu wszyscy pewnie szybko by zapomnieli, gdyby nie jeden szczegół. Fentz odziany był w rzeczy, których już od dawna się nie nosiło. Jego ubiór typowy był dla ludzi żyjących z XIX wieku. Skąd jegomość, który przechadzał się ulicami nowojorskiej metropolii, miał na sobie odzież pochodzącą z minionego wieku? Czy był miłośnikiem stylu retro? Dla wielu osób odpowiedź jest tylko jedna - Fentz był podróżnikiem w czasie. Dowodem na prawdziwość tego twierdzenia miało być przeprowadzone potem śledztwo. Ujawnione w jego trakcie szczegóły okazały się zaskakujące.Wielu ludzi uwierzyło w tamten przypadek i zaczęło poważnie się zastanawiać nad podróżami w czasie. Jednak na zastanawianiu się skończyło. Zwykły człowiek nie jest w stanie pojąć pojęcia czasoprzestrzeni i podróży w czasie. Ja nie jestem zwykła. I choć odkąd pamiętam wmawiam sobie, że jest inaczej, nic nie jest w stanie zagłuszyć faktu, że jestem automovem. Hahah, moja przyjaciółka Jane zawsze śmieje się z tej nazwy i przekręca ją, mówiąc na mnie "atomówka". Tak, jestem jednym z niewielu automovów, który nie dotrzymał tajemnicy, którą nałożyła na nas Wielka Rada Przysięgłych. Wielka Rada Przysięgłych złożona jest z najstarszych automovów - protoplastów naszej rasy. To oni decydują o tym, kto zostaje automovem i dopilnowuje tego aby każdy z nas został wprowadzony do świata czasoprzestrzeni stopniowo. Przysięgli mają największą władzę wobec automovów, a zwłaszcza jeden członek rady - Wielki Wu (skrót od Wiekopomny), na którego za jego plecami mówimy Wuwu. Wuwu jest naszym wodzem, królem, najwyższym zwierzchnikiem, który ma prawo nas ukarać za nieposłuszeństwa, z których najczęstszym jest niedochowanie tajemnicy automovów, ale dopiero wtedy, gdy stajemy się dorosłymi promotorami. Wtedy, patrząc na całe nasze dotychczasowe życie, zważając na całokształt naszego zachowania dokonuje się oficjalnego osądu. Każdy z nas musi to przejść. Następuję to zawsze w noc zmiany czasu z letniego na zimowy. Wówczas podczas tej jednej godziny, która dla zwykłych ludzi przestawiających zegarek jest niezauważalna, my, wszyscy automovowie spotykamy się na Wielkim Procesie Rady Przysięgłych. Jest to pewien rodzaj oczyszczenia. Każdy z nas jest wówczas przezroczysty, można z nas wyczytać praktycznie wszystko. Wysysają z nas duszę i oddają z powrotem. Wszystko po to by się dowiedzieć, który z nas jest winny.
Bardzo obawiam się Wielkiego Procesu. Spodziewam się co mnie może czekać. Kary Rady Przysięgłych są wymyślne i skomplikowane. Często wywracają życie do góry nogami. Jakby nie było już totalnie wywrócone... Ale ja musiałam komuś powiedzieć. Jane ufam najbardziej ze wszystkich, to ona nie zostawiła mnie w potrzebie, gdy przechodziłam wszystkie moje załamania nerwowe. To na nią mogłam liczyć zawsze. A móc liczyć na kogoś zawsze do bardzo wiele. Jeśli nie najwięcej.

Brak komentarzy
Prześlij komentarz